Ciekawostki technologiczne, które nadal czekają na swoje 5 minut.

Źródło: pl.depositphotos.com

Zbliża się koniec roku, czas podsumowań. Tym razem jednak nie chcemy przyglądać się najnowszym nowinkom technologicznym, ale odkurzyć te, które pomimo wejścia do obiegu nie skradły serc użytkowników. Dlaczego? Spróbujemy odpowiedzieć na to pytanie.

Trendy technologiczne kształtują się dzięki innowacyjnemu myśleniu i odwadze w przełamywaniu dotychczasowych schematów. Gdy z połączenia tych elementów powstaje nowy produkt mamy okazję zobaczyć, jak wizje z przyszłości realizują się na naszych oczach. Coś, co mogło do tej pory być obecne jedynie w książkach science fiction nagle może zagościć w domach Smithów, Anderssonów czy Kowalskich. Co o tym decyduje? Oczywiście ostatnie słowo należy do potencjalnego konsumenta.

W latach 60. Everett Rogers podzielił klientów według wzorca przyswajania innowacyjnych produktów. Na tzw. krzywej Rogersa widzimy rozróżnienie konsumentów ze względu na otwartość wobec nowych rozwiązań. Pierwsze dwie grupy stanowią ludzie zafascynowani technologią i ci, którzy potrafią dostrzec potencjał w nowej jakości. Są to ważne grupy dla wprowadzenia nowych produktów na rynek, ale tak naprawdę kluczową rolę odgrywają dopiero masowi klienci, tzw. wczesna i późna większość. Wśród nich znajdziemy ludzi, którzy chętnie przyswajają sobie nowe rozwiązania i tych, którzy sięgają po produkt, gdy jego popularność już przygasa. Ostatnia grupa, tzw. maruderzy zupełnie nie interesują się nowinkami. Po produkt stricte innowacyjny sięgają dopiero gdy nie mają innego wyjścia.

Innowacje prezentowane poniżej to w dużej mierze te, które pozytywnie zostały przyjęte przez pierwsze grupy odbiorców – innowatorów i trendsetterów, ale póki co nie znalazły uznania wśród masowych użytkowników.

1. Mobile Wallet (NFC), czyli co poszło nie tak?

Gdy znane banki zaoferowały swoim klientom możliwość płatności mobilnych, wydawało się że wkraczamy w nową erę udogodnień. Telefon, bez którego zdecydowana większość nie rusza się z domu, miał zastąpić również portfel. NFC, czyli technologia umożliwiająca bezprzewodową komunikację urządzeń w tym konkretnym przypadku miała sparować telefon i terminal płatniczy. Nastał więc boom na bankowe aplikacje mobilne.

Innowacyjność pomysłu w zderzeniu z użytecznością nie wytrzymała jednak próby. Klienci, którzy oczekiwali ułatwień dzięki używaniu portfela cyfrowego musieli przebrnąć przez szereg pułapek już na początku drogi. Przede wszystkim nie każdy telefon był w stanie udźwignąć ciężar nowej technologii.  Klienci musieli posiadać najnowszy sprzęt, często również najdroższy. Po kartę SIM umożliwiającą płatności również trzeba było pofatygować się do swojego operatora. Leniwi odpadali w przedbiegach. Dodatkowo tylko stały dostęp do Internetu był gwarantem dokonania płatności.

Prawdziwy problem pojawił się jednak gdzie indziej. Konsumenci, którzy nie są zafascynowani technologią a od innowacji oczekują jedynie praktycznych rozwiązań, stanęli przed zagadnieniem – czy to w ogóle bezpieczne? I tu zdania są podzielone, niby tak, ale…

No właśnie, „ale” często wystarcza, aby wystraszyć potencjalnych użytkowników. Obecnie banki przymierzają się do wykorzystania modelu HCE, który wyklucza operatora sieci z procesu płatniczego. Dane klientów mają być przechowywane w chmurze, z którą łączy się aplikacja danego banku. Czy to wystarczy, aby przeciętny konsument uwierzył w portfel cyfrowy? Zobaczymy.

2. Google Glass, czyli innowacyjny punkt widzenia.

Rok 2012 zamiast zapowiadanego końca świata przyniósł nam spojrzenie w przyszłość, dzięki Google Glass. Już pierwsze wzmianki na ten temat wywołały falę entuzjazmu. Okulary z funkcjami standardowego smartphone’a, sterowane głosem, pobudzały wyobraźnię potencjalnych użytkowników. Wszyscy czekali na limitowane egzemplarze, które pojawią się na rynku. Nie obyło się bez spekulacji – czy ta innowacja ostatecznie zastąpi dotychczasowy sposób komunikacji, jaka będzie cena okularów, kiedy wejdą do masowej produkcji? Szczególnie, że filmy promujące nowy gadżet, takie jak ten zalinkowany niżej, były bardzo zachęcające. Jednak osoby, które miały okazję testować prawdziwy produkt (ja też miałam je na nosie) z przykrością stwierdziły, że rzeczywistość odstaje od wizji.

Dziś już wiemy, że nie był to skok w przyszłość, tylko krok na drodze do innowacyjnych udogodnień i… rozbuchany marketing. Prototypowy model Google Glass został wycofany ze sprzedaży w styczniu 2015 roku. Nie zdobył prorokowanej popularności, gdyż nie był pozbawiony wad. Niezadowalająca jakość obrazu, zawodne sterowanie głosem, niektórzy narzekali nawet na ból głowy powstający w wyniku noszenia okularów. I tak szumny PR powoli wypierały relacje użytkowników. Nie wspominając już o spiskowych teoriach, zakładających ułatwiony wyciek prywatnych informacji, poprzez rozwiązania technologiczne, jakie proponowały okulary. Potencjalne niebezpieczeństwo związane z brakiem prywatności opisał Mark Elsberg w książce „Zero”, gdzie okulary z dostępem do Internetu oraz aplikacją do wykrywania twarzy stały się przyczyną morderstwa. Jest to interesujące zagadnienie, z którym kiedyś zapewne twórcy tego typu sprzętu będą musieli się zmierzyć. Póki co jednak trwają prace nad niektórymi elementami tego typu urządzeń, np. sterowanie interfejsem za pomocą głosu wydaje się dobrym rozwiązaniem, choć też na bliżej nieokreślone „kiedyś”. Czekamy, co przyniesie przyszłość.

3. Długopisy 3D, czyli rysowanie niebanalne?

Druk przestrzenny cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem. Nie jest być może tani, ale bywają sytuacje, że technologia druku 3D ułatwia wiele przedsięwzięć. Z jednej strony – użyteczność, z drugiej – artyzm. Szeroki wachlarz możliwości sprawia, że grupa klientów korzystająca z tego rozwiązania ciągle rośnie.

Wprowadzenie długopisu 3D wydawało się więc świetnym rozwiązaniem i przede wszystkim tanią alternatywą do zabawy. No właśnie – zabawy. I tu zaczyna się i jednocześnie kończy zastosowanie tego gadżetu.

Przestrzenne rysowanie nie ma nic wspólnego z rozwiązaniami, jakie oferuje druk 3D. Przeciętny użytkownik może z ciekawości sięgnąć po taki rodzaj rozrywki, jednak w ostatecznym rozrachunku długopis 3D okazuje się być nieco toporny, mechanizm nie zawsze działa płynnie, a inwencja twórcza szybko się kończy. Jest jednak grupa użytkowników, którym te wady mogą nie przeszkadzać – dzieci. I to one pozostaną chyba jedynymi adresatami tej „innowacji”.

Oczekiwania:

Rzeczywistość:

Jak działa długopis 3D?

Źródło: materiały własne (własnoręcznie przeze mnie wykonywane… 😉

4. Samojezdne odkurzacze, czyli sprzątnięcie kłopotu… pod dywan

Innowacje ułatwiające codzienne obowiązki to przedmiot pożądania większości konsumentów. Szybsze tempo życia pociąga za sobą konieczność szukania nowych rozwiązań. Zmywanie, sprzątanie, pranie to elementy życia, których wyeliminować nie można, ale można je w znacznym stopniu zautomatyzować.

Począwszy od pierwszych zmywarek, poprzez kuchenki sterowane komórką, skończywszy na samosprzątających odkurzaczach – producenci sprzętów gospodarstwa domowego od lat prześcigają się w pomysłach, co zrobić, żeby się nie napracować i mieć efekty. Dlaczego więc odkurzacze-roboty nie są jeszcze standardem w naszych domach? Przyczyn jest kilka.

Przede wszystkim to spore obciążenie dla przeciętnego budżetu domowego. Klasyczne odkurzacze, bardziej uniwersalne w działaniu, wciąż pozostają po prostu tańsze. Samojezdny odkurzacz nie sprawdzi się też w przypadku schodów i progów, a na drodze do pełnej czystości stoją mu wszechobecne meble. Sprzęt tego typu wymaga też częstszego czyszczenia i oczywiście ładowania, zanim zostanie “wypuszczony w teren”. To jednak dobrze rokujący kierunek zmian, bo któż nie lubi być wyręczany?

5. Inteligentne domy, czyli spełniająca się wizja przyszłości

Przyjrzyjmy się też jednemu z bardziej obiecujących nurtów technologicznych, o którym wiele się mówi, jednak na tym się kończy popularność takich rozwiązań. Na inteligentne domy składają się m.in. monitoring, uproszczone sterowanie oświetleniem, klimatyzacją, ogrzewaniem, mediami, pełna kontrola w obliczu zagrożeń (pożar, zaczadzenie, włamania). Brzmi świetnie i zapewne większość chciałaby mieć dom czy mieszkanie, które będzie czasami “myśleć” za nich.

Nasuwa się jednak w tym momencie pytanie – czy w domy i mieszkania wybudowane według dotychczasowych standardów można tchnąć ducha technologii? Niby tak, ale trzeba się sporo nakombinować, nie szczędząc przy tym kosztów i prac remontowych. Natomiast “inteligentne” budownictwo na masową skalę, to wciąż technologia skrojona na bliżej nieokreśloną przyszłość, która powoli majaczy na horyzoncie. Tu również koszty stanowią największy problem. Dla deweloperów to jedynie więcej pracy i komplikacji już na etapie projektu, na zmiany przyjdzie nam więc jeszcze poczekać.

Powyższy film pokazuje możliwości jakie daje zintegrowanie smartfona z naszym domem. Zdalne sterowanie różnymi elementami mieszkania to bowiem podstawa tego trendu.

Najbardziej pociągające w tej wizji jest jednak to, że prace nad nowymi rozwiązaniami wciąż trwają, a inteligentny dom to organizm, który powoli ewoluuje. Co jest na końcu tej drogi – tego nie wiemy. Być może będzie tak, jak przewiduje jeden z najnowszych odcinków serialu Black Mirror, w którym działanie domu opiera się o wirtualną inteligencję nauczoną działania bezpośrednio w mózgu właściciela domu. Czy to nie byłoby wspaniale, gdyby dom zachowywał się tak, jak chcemy bez naszej żadnej ingerencji? 😉

6. Drony, czyli wzloty i upadki transportowego trendu

Same drony są już bardzo popularne i używane do różnych rozwiązań. Od dłuższego czasu obserwujemy także regularnie powracający temat prób wykorzystania ich do transportowania przesyłek. Rozkwit tego trendu zapowiadali już tacy giganci jak DHL czy Amazon. Lata jednak mijają, a przewidywany “boom” na dronów-kurierów wciąż nie nastał.

Wyjątek stanowią akcje marketingowe, dla rozwoju innowacji jednak marginalne. W czym tkwi problem? W tym konkretnym przypadku – wyzwań jest kilka. Czy ktokolwiek wyobraża sobie setki dronów przelatujących każdego dnia nad naszymi głowami? Pomijając komfort życia z jeszcze większym poziomem hałasu na ulicach, jak zagwarantować pełne bezpieczeństwo mieszkańcom miast, gdy nad ich głowami znajdują się ciężkie przedmioty, które potencjalnie mogą spaść? Tak jak zdarzyło się to podczas zawodów w narciarstwie alpejskim, gdzie dron telewizyjny spadł tuż obok zawodnika.

Pozostają jeszcze kwestie prawne i to dosyć skomplikowane. Regulacje lotnicze obowiązują bowiem wszystkich operatorów dronów, niezależnie od charakteru lotu. Polskie rozporządzenia mówią na przykład o wykonywaniu lotu w zasięgu wzroku operatora, o poruszaniu się nad terenem niezabudowanym, czy o dopuszczalnej wadze drona (25kg). Poza tym przy lotach komercyjnych wymagane jest uzyskanie specjalnej licencji. Czy można liczyć na uproszczenie tych zasad? Ze względów bezpieczeństwa – to raczej mało prawdopodobne.

Pytań jest wiele, a odpowiedzi nie dają nadziei na szybki rozkwit tego kierunku. Być może jednak drony znajdą szersze zastosowanie na terenach trudno dostępnych dla człowieka lub tam, gdzie jego obecność jest zwyczajnie nieopłacalna. Czas pokaże. Póki co nie mamy podstaw, by dronów-kurierów skreślać zupełnie, ale to jeszcze nie jest ich moment.

Podsumowując, o losach żadnego z wymienionych trendów nie możemy przesądzać. Ba! Niektóre produkty są na tyle obiecujące, że kolejne generacje – poprawione, lepsze, bardziej przystępne dla przeciętnego użytkownika mogą przebić się przez lukę na krzywej Rogersa i trafić do masowego wykorzystania. Rozwój technologii idzie bowiem ramię w ramię z ludzkimi potrzebami. Przyglądając się temu wyścigowi z boku, możemy kibicować nowym prądom technologicznym, pamiętając jednak, że ostatnie słowo nie należy do innowatorów – tylko do masowego odbiorcy.